
Epickie zakończenie trylogii Upadli bogowie, która natychmiast trafiła na 1. miejsce listy bestsellerów Sunday Times.
Nadeszła wojna. Potężni bogowie i śmiertelni bohaterowie stają do ostatecznej walki o władzę. Bogini ognia Hseth prowadzi niszczycielską armię na południe, a jedyną nadzieją świata jest sojusz dawnych nieprzyjaciół przeciwko wspólnemu wrogowi.
Elo nawiązuje niełatwy sojusz z Arrenem – swoim przyjacielem, wrogiem i królem. Teraz każdy z nich musi zdecydować, ile gotów jest poświęcić, aby odwrócić losy wojny.
Inara dołącza do matki na statku Silverswift. Wciąż zmaga się z własnymi mocami i przeznaczeniem.
Kissen zaś – szukając rodziny – staje przed pytaniem, o co i dla kogo tak naprawdę warto walczyć.
Wiarołomca to zakończenie trylogii Upadli bogowie, a zarazem poprowadzona z rozmachem opowieść o wierze, lojalności i cenie, jaką płacimy za nadzieję.
Elo, Kissen i Inara stają do walki o wszystko, co ma sens. Tylko czasem sami wątpią w to, którą drogą podążyć. Wahają się. Boją. Brak im wiary. Lub mają jej za dużo. I gdzieś tam, na granicy wytrzymałości nadal tli się nadzieja.
Kiedy autor pod koniec drugiego tomu trylogii wywraca stolik, rozwalając wszelkie domysły i plany, wtedy wiemy, że trzeci tom nie będzie nudny. A jeśli dodamy do tego pragnącą pożogi boginię i resztę pragnącą spokoju możemy być pewni, że czeka nas iście epicka przygoda. Nie zawiedziemy się. Co prawda już od pierwszego tomu trzeba wziąć głęboki oddech, wchodząc w świat bohaterów, ale w tym tomie naprawdę nie ma chwili na przerwę. Akcja, nadal z perspektywy kilku postaci gna do przodu na złamanie karku. Wydarzenie goni wydarzenie, odkrywając tajemnice i rodząc nowe pytania. W poszukiwaniu odpowiedzi czytelnik płynie wraz z Inarą i Skedim statkiem, znów roztrząsając ich więź, maszeruje z Elo, patrząc na to, co się w nim kotłuje i z wielkim trudem podąża za bogobóczynią, czując każdy jej ból, jakby był własnym. Plastyczny język nie pozwala na odsunięcie książki na bok, na odłożenie jej choćby na chwilę. Akcja przyciąga, kusi, obiecuje, że już za chwilę wszystko się wyjaśni i wtedy znów wszystko nabiera tempa.
Uwielbiam każdego bohatera tej książki. Są tak fantastycznie dopracowani, że z przyjemnością witam ich w gronie najbliższych przyjaciół. Dorastają, nawet ci, co mają wystarczająco lat, by nazwać się dorosłymi, przemieniają się, kształtują w zderzeniu z nowymi okolicznościami. Są żywi, przekonujący i wywołują ogrom emocji, choć niekoniecznie zawsze dobrych.
W tym tomie wiele się dzieje, wszak mamy wojnę, ale nie zabrakło też miejsca na przemyślenia z poprzednich części. Kim są bogowie, po co są i skąd się biorą. I czy człowiek może istnieć bez jakiegoś bytu nad sobą. Tutaj prym wiedzie oczywiście Skedi, przyćmiewając swą postacią wielką, przynajmniej w swoim mniemaniu i pragnieniach Hseth. Zmienia się, dorasta, pokazuje całą swą postacią, że bóg powinien na szacunek, wiarę i podziw zasłużyć, a nie żądać go w sposób bardzo brutalny. Oczywiście kocham go najbardziej ze wszystkich postaci.
To jest bardzo dobre fantasy i mówię tu o całości. Świetnie przemyślane i bardzo dobrze zbudowane tło, dopracowana historia i bohaterowie czynią z tej trylogii naprawdę dobrą lekturę. A rozważania na temat bóstw, wierzeń i potrzeb ludzi dodają magii, ale nie takiej czarodziejskiej, ale bardziej nadnaturalnej, trącającej zmysły i zostawiającej z pytaniami i rozterkami. I dziurą w sercu, bo autorka nie boi się trudnych rozwiązań. No ale do tego przyzwyczajała nas od pierwszego tomu.




