
Odliczanie do Wojny Losów już się rozpoczęło.
Zgodnie z przepowiednią Calla jest ostatnią Wojowniczką Krwi. Ale to nie jedyna zmiana w jej życiu – jej dusza została nierozerwalnie związana z duszą jednego z książąt Onyksu, co skazuje ich oboje na wspólny los. Pogrążona w rozpaczy z pozostałymi czarownicami musi wydostać się ze śmiercionośnego Nieskończonego Lasu i zadecydować, co zrobi w obliczu Wojny Losów.
Tymczasem Amina po latach powraca do Ziemi Walkirii – lecz wszystko, co zostawiła, nieodwracalnie się zmieniło. Postanawia zemścić się na Królowej Walkirii, która przez ten cały czas trzymała ją z dala od domu.
W tym samym czasie Delphine, uwięziona w Syrenim Jeziorze i torturowana przez dawnych przyjaciół, musi przetrwać w zdradzieckim świecie syreniego dworu. Gdy dawni kochankowie stają się wrogami, a wrogowie – sprzymierzeńcami, Delphine musi nauczyć się na nowo oddychać w mętnych wodach zdrady i intryg, zanim zdoła wyrwać się na wolność.
Wracamy do Calli, Delphine i Hannah oraz całej reszty osób występujących w pierwszym tomie. I choć Losy splątały ścieżki, nie będzie trudno podążać ich śladem.
Po pierwszym tomie wiemy, że nic nie wiemy, a wszelkie przypuszczenia, teorie i pewniaki możemy wywalić do kosza. Autorka tak wszystko pozaplatała, zwalając oczywiście na Losy i czasem na głupotę bohaterów, że w zasadzie przygoda zaczyna się od początku. I to jaka przygoda!
Nie wierzyłam, że to możliwe, ale drugi tom podobał mi się jeszcze bardziej, niż pierwszy. I choć jest mniej zabawny, bo i bohaterom mniej do śmiechu, to ma w sobie niezaprzeczalny magiczny urok. Przemykając przez ten świat wraz z bohaterami możemy wręcz poczuć zapachy, dotknąć faktury i zachwycić się kolorami. Bardzo podoba mi się styl autorki, taki plastyczny, jakby po otwarciu książki zabierała nas do Ilustros.
Koniecznie trzeba również zwrócić uwagę na relacje między bohaterami – rozwijają się powoli, czasem zmieniają, dojrzewają z czasem. I to jest wspaniałe, bo to nie jest banda najlepszych, którzy lecą ratować świat z pieśnią na ustach. Oni upadają, podnoszą się, ponoszą porażki i muszę się wciąż siebie uczyć. Uczą się też współpracy i pokory.
W tym tomie wszystko powoli wskakuje na swoje miejsce, choć, jak w poprzednim, na próżno czytelnik próbuje zgadnąć co będzie, a co się na pewno nie stanie. Ciężko się chwilami połapać co się dzieje, bo jest sporo postaci i wiele planów działania. Jednak po wciągnięciu się w akcję i to jest do opanowania. A przy okazji dowiadujemy się więcej o świecie i zasadach w nim panujących. I tu akurat wszystkie przypuszczenia się sprawdzają, jest mrocznie, okrutnie, bezwzględnie i momentami bardzo, ale to bardzo brutalnie.

Kocham tę książkę za plot twisty i jednocześnie jej za to nienawidzę. Bo ileż można patrzeć na to, jak bohaterom dzieje się krzywda? Według autorki dość często. I dzięki tej nieprzewidywalności cała książka staje się wyjątkowa. Inna, niż ostatnio wydawane fantasy.
Jedno wiem po przeczytaniu tej książki. Zawsze będę uważać na to, co mówię i co komu obiecuję. Bo tu ze słowami jest tak, jak z marzeniami. Znacie to zdanie? Uważaj, o czym marzysz, bo może się spełnić? W „Okrutnej przysiędze” można przerobić na: „Uważaj o czym mówisz, bo ktoś słucha. I zapisuje.” Zaintrygowani? To czytajcie. Tylko koniecznie od pierwszego tomu.



