Wiedźma, która nie miała prawa się urodzić. Łowca, którego ród wymordował jej przodków.
Życie Kani Zyler jako wiedźmy-nekromantki nie jest łatwe. Nie dość, że musi ukrywać swoje pochodzenie i moce, to na dodatek wszystkie jej wizje są związane ze śmiercią. Kiedy w wieku osiemnastu lat dowiaduje się, że musi zmienić zwyklakową szkołę na magiczną, nie dowierza. Nie jest to bowiem bajkowa szkoła dla wróżek, tylko stare zamczysko w bieszczadzkich lasach, z którego uczniowie nie zawsze wracają w jednym kawałku.
Kania nie ma złudzeń, to nie będzie spacer po parku, i jedyne, czego pragnie, to przetrwać najbliższy rok. A przeszkadza jej w tym wszystko, nawet własna ciekawość, przez którą rozpoczyna tajne śledztwo w sprawie morderstwa jednej z uczennic. I jeszcze ten przeklęty łowca, na którego ciągle wpada… Nie, nie może się rozpraszać. Ostrożność przede wszystkim! Na szali jest jej rodzina i… jej moce!
Mrok, magia i enemies to lovers, czyli książka idealna. Każda decyzja ma tu swoją cenę, a granica pomiędzy dobrem a złem jest niebezpiecznie cienka.
Recenzja książki Nekromantka
Lubicie książki, które mają swój niepowtarzalny klimat? Ja bardzo! „Nekromantka” należy do takich właśnie tytułów. Jest trochę mroczna, trochę zadziorna, a przy tym z wyraźnym młodzieżowym vibe’em. Idealna na wieczór, kiedy chcesz odpłynąć gdzieś daleko… najlepiej do zamczyska w środku lasu.
O czym jest książka
Kania Zyler nie ma łatwego życia. Nekromantka, która nie powinna istnieć, widząca śmierć częściej niż cokolwiek innego. Brzmi jak początek problemów i słusznie, bo tak właśnie jest. W wieku osiemnastu lat bohaterka trafia do Czeremchy, szkoły dla magicznej młodzieży ukrytej w bieszczadzkiej dziczy. Miejsce, które zamiast zachwycać, raczej budzi niepokój. Stary zamek, las, w którym giną ludzie, własny cmentarz… klimat robi wrażenie.
Kania próbuje przetrwać. Naprawdę. Tylko że jej własna ciekawość szybko wciąga ją w śledztwo dotyczące morderstwa jednej z uczennic. A gdzieś obok niej wciąż pojawia się ON — łowca, który zdecydowanie nie ułatwia sprawy.
Moja opinia i przemyślenia
To jest dokładnie ten typ historii, który czyta się dla emocji. Uroczo złośliwa teen drama, z lekką nutą mroku i słowiańskim klimatem w tle. Trochę naiwności? Oczywiście, że się pojawia. Bohaterowie mają po naście lat, więc hormonów i dramatów nie brakuje. Relacje bywają impulsywne, reakcje przesadzone, ale… to wszystko jakoś pasuje do konwencji i pięknie działa.
Największym plusem powieści jest moim zdaniem jej klimat. Mgła, las, stare mury, magia i zagadka. To się naprawdę dobrze czyta. Autorka ma lekki styl, który sprawia, że strony lecą same. To lektura na jeden wieczór, po której zostaje niedosyt.

Romans? Bardzo w porządku. Zakazany, pełen napięcia, z tym charakterystycznym „chcę – nie chcę”. Dynamika między bohaterami jest dokładnie taka, jakiej można się spodziewać w młodzieżówce. Działa wyśmienicie.
Polubiłam też bohaterów. Kania jest odważna, trochę impulsywna, ale da się ją lubić. Warta — zdecydowanie jeden z ciekawszych elementów tej historii, mimo że nie jest na pierwszym planie.
Nie wszystko jednak zagrało idealnie. Olek… bywał męczący. Jego zmienność emocjonalna momentami wybijała z rytmu. Relacja z Kanią też nie do końca mnie przekonała — napięcie było, ale nie zawsze czułam jego uzasadnienie.
Fabuła sama w sobie nie jest bardzo skomplikowana. Raczej przyjemna zagadka niż coś, co zmusza do intensywnego myślenia i to oczywiście też ma swój urok.
Podsumowanie
„Nekromantka” to lekka, klimatyczna młodzieżówka z mrocznym twistem. Idealna, jeśli masz ochotę na coś wciągającego, ale niewymagającego. Trochę magii, trochę dramy, trochę romansu — wszystko w odpowiednich proporcjach. Ja bawiłam się naprawdę dobrze i chętnie bym taką czytelniczą podróż powtórzyła.



