
On był niewolnikiem losu, ona – więźniem we własnym domu. Z pozoru nic ich nie łączyło, poza niewinnym marzeniem o wolności. Brakowało tylko skrzydeł, które by ich uniosły i zabrały daleko
Karhu został wzięty do niewoli jako młody centaur i zabrany do otoczonej wieczną mgłą rezydencji w Ynys Grug. Przez lata zmuszony do służby rodzinie okrutnego hrabiego Valerisa, wbrew wszelkim przewidywaniom zdobył przyjaźń młodszej córki swojego dręczyciela. Nie spodziewał się tylko, że z biegiem czasu okaże się ona jego największą słabością.
Edlynne kiedyś pragnęła, by ją dostrzegli. Teraz marzy o tym, by stać się niewidzialna. Ścigana każdej nocy przez duchy przeszłości, zawsze była gotowa na najgorsze. W momencie, gdy ojciec obiecał jej rękę potworowi w ludzkiej skórze, los podarował jej szansę na ucieczkę ze swojej złotej klatki.
Tak zaczyna się niebezpieczna podróż Karhu i Edlynne. W świecie zdominowanym przez żelazo i parę, gdzie każdy przejaw magii jest karany, a mityczne istoty prześladowane, będą musieli zdecydować, komu zaufać, i zmierzyć się z własnymi demonami. Czy ich wspólna ucieczka ku wolności będzie mogła stać się początkiem czegoś nowego?
RECENZJA KSIĄŻKI STALOWE SKRZYDŁA
Karhu został wzięty do niewoli przez jej ojca i oddany jej bratu. Ale odkąd panicz nie żyje, Edlyyne odziedziczyła „zabawkę”. Problem polega na tym, że Karhu nie jest rzeczą, a myślącą, czującą, dumną istotą. Centaurem. A Edlynne jego przyjaciółką.
Kiedy okazuje się, że dziewczyna ma wyjść za mąż za okrutnego Valerisa, nie pozostaje im nic innego, jak uciec z rezydencji. To jedyny sposób na uratowanie życia. Znajdują niespodziewanego sojusznika w matce dziewczyny i ruszają w podróż do miejsca, o którym niczego nie wiedzą.
Czego możemy się spodziewać?
„Stalowe skrzydła” to połączenie fantasy z wszelkimi stworzeniami tam występującymi ze światem pełnym mechanicznych przedmiotów. Sam Karhu ma ogromny talent do tworzenia mechanicznych stworzeń z metalu. Jedno z tych dzieł Edlynne od niego dostała i się z nim nie rozstaje. Jego niezwykły talent jest jednak niczym dla ludzi. On sam jest dla nich nikim, jedynie symbolem ich władzy i poczucia wyższości. Nie widzą w nim niczego poza własnością, którą można się pochwalić albo wyładować złość.
Bardzo podoba mi się to zderzenie z dziewczyną, która w zasadzie ma tylko być. Dziedziczka, szykowana do bycia żoną, a jednak wywyższona, bo jest człowiekiem. Do pewnego czasu niewidzialna, nic nie znacząca. Mająca wszelkie wygody i luksusy. A mimo to niewolnica. Swego ojca, tego, co on zdecyduje. To zderzenie dwóch istot, niby tak różnych, a jednocześnie tak bardzo niemogących o sobie decydować jest naprawdę mocne.
Jednak nie tylko to sprawia, że książkę się po prostu połyka. Jest świetnie napisana, a cała fabuła dokładnie przemyślana. Nic nie jest zostawione przypadkowi, wszystko jest po coś i jedno wynika z drugiego. Nie możecie niczego pominąć i przegapić, bo będzie to miało swój dalszy ciąg. Również styl prowadzenia narracji jest niezwykle wciągający.
Co jest w książce najciekawsze?
Największą siłę tej książki stanowi jednak to, co dzieje się w sercach i głowie bohaterów. To, w jaki sposób byli traktowani zmienia ich spojrzenia na wiele rzeczy i prowadzi do buntu. A ten ma wiele dróg do wyboru. Koniecznie musicie poznać te, którymi podąży dwójka bohaterów. Autorka bowiem odkrywa tu nowe karty, których kompletnie się nie spodziewałam, choć może powinnam, bo były subtelne znaki.
Polubiłam ten świat oraz jego bohaterów i naprawdę mocno im kibicuję. Tak, dobrze czytacie. To pierwsza część. I już nie mogę doczekać się kolejnej, bo końcówka zostawiła mnie na wdechu.




