Lustro powinno mówić prawdę, tak? Niezależnie od tego, czy mamy odwagę na nią spojrzeć. Szklana tafla zazwyczaj bezlitośnie odwzorowuje rzeczywistość – a ta rzadko bywa dla nas łaskawa.
Co jednak, jeśli pewnego dnia odbicie przestanie Cię naśladować? Co, jeśli wyciągnie ku Tobie ręce i wciągnie na drugą stronę?
Kornelia nigdy nie zaprzątała sobie głowy takimi pytaniami. Próbowała po prostu przetrwać kolejny dzień w szkole, zbyt zajęta walką z własnymi niedoskonałościami, by wierzyć w istnienie innych światów. Wszystko zmieniło się w dniu, w którym po drugiej stronie lustra zobaczyła kogoś, kto w niczym nie przypominał jej samej.
A Ty, Czytelniczko, ile jesteś w stanie poświęcić, by stać się wersją siebie, o której zawsze marzyłaś?
Recenzja książki Sekrety ukryte za szkłem
Kornelia w lustrze widzi tylko niedoskonałości oraz kogoś, kto jest ofiarą. Jej jedynym marzeniem jest przetrwać kolejny dzień. Kiedy dostrzega za taflą Karmelię, lepszą, można powiedzieć nawet wymarzoną wersję siebie powinna się ucieszyć. Jednak to spotkanie owocuje nieprzewidzianymi konsekwencjami.
Zawsze pragniemy tego, czego nie mamy. Wydaje nam się, że jak coś się zmieni w naszym wyglądzie, zachowaniu czy spojrzeniu na świat wszystko zacznie wyglądać inaczej. Hodujemy kompleksy, tworzymy wyimaginowane wersje siebie. I do głowy nam nawet nie przyjdzie, że ktoś według nas idealny również ma pewne wyobrażenia, lęki i coś, z czym się mierzy na co dzień.

W tej książce bardzo mocno to wybrzmiewa. Trudno zagłębić się w szczegóły, by nie zdradzić fabuły, jednak właśnie to uderzyło mnie najbardziej. Człowiekowi zawsze jest źle. I czasem wylewa tę złość na innych. Właśnie o tym jest ta książka. Pod opowieścią o świecie za taflą lustra autorka ukryła bardzo bolesną historię o hejcie, prześladowaniach i przemocy rówieśniczej. Temat znany, szeroko komentowany przy okazji kolejnych tragedii. Nadal zostawiony sam sobie. Bo ofiary nie mają odwagi zgłosić, a jak zgłoszą to obrywają mocniej, boleśniej i tak, by nie było śladów.
Książka jest też momentami przerażająca. Najbardziej w chwili, gdy bliscy mówią „Odpuść, nie zgłaszaj, będzie gorzej.” Zamiast wsparcia pojawia się propozycja poddania się. Zamiast realnej pomocy jest ochrona sprawcy. Niemal niedostrzegalnie, w małym akapicie jest poruszany również temat rodzin oprawców, nie boję się tego słowa, i nie odpowiadanie przemocą, wyśmianiem i pogardą na przemoc. Bo oni gdzieś tam są i czasem naprawdę nie mieli pojęcia, co ich dzieci robią. Lub nie wiedzieli, jak reagować. Bo to przecież tylko żart.

Dla Korneli nie było żartem to, co działo się w rzeczywistości. Nie były nim również wydarzenia za lustrem. Były ogromną próbą odwagi i wiary w siebie, bo tylko pogodzona z Karmelią mogła wrócić do prawdziwego życia. Prawdziwego, choć już zmienionego, ale o tym musicie przeczytać.
Minusy? Przyznam, że odrobinę brakuje mi epilogu lub innego podsumowania tego, co działo się później, po powrocie Kornelii. Fajnie by było móc go przeczytać.
Polecam książkę młodym zmagającym się z przemocą. Nie jesteście sami. Nie bójcie się prosić o pomoc, ktoś w końcu wyciągnie rękę. Polecam każdemu rodzicowi nastolatka, by otworzyły wam się oczy zarówno na krzywdę, jak i na krzywdzenie. Niektóre żarty śmieszą tylko tych, którzy je robią.


