Szkolny obóz, który zapamiętasz na długo…
Emka Jaroszewska nie dostała się do liceum. Dwa razy. Jej ostatnią deską ratunku jest tajemnicza placówka, która organizuje pięciodniowy obóz rekrutacyjny dla swoich kandydatów. Wydaje się, że wszystko się w końcu ułoży…
Kiedy dziewczyna jest już prawie na miejscu, nagle znika jej mama wraz z samochodem, telefon przestaje działać, czas się zatrzymuje, a Emka orientuje się, że utknęła w środku lasu z grupą innych nastolatków (i jedną dziesięciolatką). Towarzyszy im jedynie stary zapadły pałac.
I gdyby tak przymknąć oko na morderczą grę w ciuciubabkę, dziewczynki zamieniające się w baranki, żaby mogące połknąć człowieka i parę innych, raczej niespotykanych zjawisk, to można by stwierdzić, że to zupełnie normalna wycieczka szkolna. Pytanie tylko, czy uda im się ją przeżyć.
Jak to mówią: do trzech razy sztuka!
RECENZJA
Emka nie dostała się do żadnej strony. Kiedy więc jej tata dowiaduje się o rekrutacji ostatniej szansy, nie wahają się ani chwili. Dziewczyna wraz z mamą pakują się do auta i jadą na obóz, który ma być ostatecznym testem rekrutacyjnym.
Po pełnej przygód drodze do szkoły i miejsca obozu droga kończy się bramą nie do przebycia przez samochód mamy Emki. Dziewczyna idzie dalej sama, przez las, złowieszczy i tylko wilka złego brakuje. Wilka nie ma, ale Ałtorka na końcu umieściła pałac, a przed nim jeszcze kilka osób tak jak i Emka starających się dostać do szkoły średniej. Tylko że pałac na początku odmawia otwarcia wrót, jak już łaskawie to zrobił, okazuje się, że w środku nie ma dorosłych. Pięć dni bez dorosłych, w pałacu proszącym o eksplorowanie brzmi nieźle, prawda? No, może ciut gorzej, jeśli dodamy, że wszelkie urządzenia elektryczne wyzionęły ducha. No ale i tak nieźle.
Tak. Musimy jednak wziąć pod uwagę, że to jest Ałtorka, która kocha swoich bohaterów ogromną literacką miłością i tak ukochawszy, nie może pozbawić ich frajdy z obcowania z różnymi takimi. Choć może nie każdy nazwałby to frajdą, bo różne takie bywają mroczne, przerażające i co wrażliwszym dzieciątkom po nocach się będą śnić. W skrócie: jest bajecznie. A nawet baśniowo. Stop. Natychmiast wymarzcie sprzed oczu wróżki, magiczny pyłek, tęcze, jednorożce i cały ten słitaśny cyrk. Idziemy raczej w braci Grimm i tego typu grozę.
Tak, jest to książka dla młodzieży, nawet dla starszych dzieci, umówmy się, więcej widzieli w sieci, nie ma obaw, można spokojnie czytać, ale jak jakiś rodzic ma wątpliwości, niech koniecznie przeczyta sam, dla pewności. I radzę szybko, bo jak młodszy czytelnik się dorwie, to z rąk nie wypuści do samego końca. Dorosły zresztą też, bo całość czyta się z wypiekami na twarzy, byle szybciej, oczywiście z niekontrolowanymi wybuchami śmiechu, ale o tym znawców Ałtorki uprzedzać nie trzeba.
Próby wymyślone przez pałac, w celach rekrutacyjnych oczywiście, pozostaną z wami na długo, a końcówka zostawi was na długo w stuporze, z myślą „ale co tu się właściwie od…stało?” z tyłu głowy. Jest mrocznie, jest śmiesznie, jest pomieszanie z poplątaniem, czyli Marta Kisiel w całej swej wspaniałości. A wszystko to opatrzone wspaniałymi rysunkami Joanny Kenckiej. Jest na co popatrzeć, by zaczerpnąć oddechu przed kolejną próbą, w którą wrzuca bohaterów Ałtorka.
Zamiast polecenia zostawię tu tylko pytanie: Kiedy drugi tom? I czemu tak późno?







