
On spaliłby dla niej cały świat… ale ona planuje najpierw zrównać jego świat z ziemią.
Ukryty w szkockich Highlands Uniwersytet Sorrowsong przyjmuje tylko dzieci elit. Ophelia Winters nie pasuje do tego świata, ale przyznane jej stypendium daje idealną okazję, by zbadać „przypadkową” śmierć swoich rodziców w pobliżu zamkowych murów.
Początek nie należy do łatwych – Ophelia natychmiast popada w konflikt z Alexem Corbeau-Greenem, synem jej głównego podejrzanego. Dla niej jest on tylko młodszą wersją swojego ojca miliardera – potworem skrytym pod piękną fasadą.
Jednak kiedy nieznany prześladowca zaczyna śledzić Ophelię, Alex niespodziewanie staje się jej sojusznikiem. A gdy ona zaczyna zakochiwać się w jego wrażliwym sercu, ukrytym pod twardą powłoką, pragnienie zemsty po raz pierwszy zaczyna słabnąć.
RECENZJA
„Nightshade” to historia osadzona w mrocznych, tajemniczych realiach szkockich Highlands, gdzie w cieniu zamkowych murów Uniwersytetu Sorrowsong rozgrywa się opowieść o zemście, sekretach i uczuciach rodzących się wbrew rozsądkowi. To książka z bardzo ciekawym pomysłem na fabułę – intryga związana z „przypadkową” śmiercią rodziców Ophelii Winters od początku budzi zainteresowanie i nadaje historii odpowiedniego ciężaru. Niestety, mimo dużego potencjału, nie wszystko wybrzmiało tak mocno, jak mogło.
Ogromnym plusem jest styl autorki. Autumn Woods pisze lekko, swobodnie, nie stroni od humoru nawet w bardziej mrocznych momentach. Dzięki temu książkę czyta się błyskawicznie – strony dosłownie uciekają między palcami. Klimat szkockiej uczelni dla elit, tajemnice i nieustanne napięcie tworzą bardzo przyjemne tło dla całej historii.
Niestety, największy niedosyt czuję w wątku dotyczącym przyczyny śmierci rodziców głównej bohaterki. To przecież fundament całej opowieści, motywacja Ophelii, jej siła napędowa. Rozwiązanie zaproponowane przez autorkę nie do końca mnie usatysfakcjonowało. Mam wrażenie, że nie wszystkie elementy zostały dobrze wyjaśnione, a pewne kwestie potraktowano zbyt skrótowo. Zabrakło mi mocniejszego, bardziej dopracowanego finału tego wątku.
Podobnie mam mieszane uczucia wobec relacji głównych bohaterów. Alex i Ophelia przechodzą od niechęci do miłości bez czegoś pomiędzy. Niby jest chemia, pojawiają się emocje, ale zabrakło mi „tego czegoś”, co sprawiłoby, że naprawdę trzymałabym za nich kciuki. Ich relacja wydaje się schematyczna i dość przewidywalna – łatwo domyślić się, w jakim kierunku zmierza. Brakuje budowania napięcia poprzez stopniowe zdobywanie zaufania czy drobne gesty, które nadałyby tej historii głębi.
Myślę, że długość książki również miała wpływ na odbiór niektórych wątków. To stosunkowo krótka historia, przez co część wydarzeń i relacji została opisana trochę „po łebkach”. Niektóre sceny wydawały się sztywne i płaskie, a Ophelia zaskakująco szybko godzi się z pewnymi bolesnymi wydarzeniami. W efekcie emocje, które powinny wybrzmieć mocniej, momentami tracą na sile.
Na szczęście końcówka wynagradza część niedociągnięć. Finał jest naprawdę emocjonujący i skutecznie podkręca napięcie. To właśnie on sprawia, że mimo zastrzeżeń mam ochotę sięgnąć po kolejny tom i sprawdzić, w jakim kierunku potoczy się dalej ta historia.
Podsumowując – „Nightshade” to książka z bardzo dobrym pomysłem, przyjemnym stylem i intrygującym klimatem, która jednak nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału. Mimo wad czyta się ją szybko i z zaangażowaniem, a zakończenie skutecznie zachęca do kontynuacji.




