Plagiat - fakty i mity, czyli słów kilka o własności intelektualnej

Plagiat - fakty i mity, czyli słów kilka o własności intelektualnej

Wyobraź sobie taką sytuację: piszesz opowiadanie swojego życia i po prostu wiesz, że będzie świetnie. Poświęcasz masę czasu na rozpisanie fabuły, charakterystyk bohaterów, znalezienie informacji, które pomogą ci w wykreowaniu świata. Gotowym tekstem chwalisz się najlepszej przyjaciółce, ona namawia cię do pisania kontynuacji... Kilka miesięcy później ta sama przyjaciółka informuje cię, że właśnie wygrała konkurs literacki i pyta, czy pojedziesz z nią na rozdanie nagród. Oczywiście się zgadzasz. A kiedy na uroczystej gali znany aktor czyta na głos fragment zwycięskiego tekstu, doznajesz szoku: to przecież znasz ten tekst! Pozmieniała imiona bohaterów, w niektórych miejscach inaczej skonstruowała zdania, ale to nadal TWOJE opowiadanie. 

Wniosek jest prosty: twoja przyjaciółka popełniła właśnie plagiat. 

Oczywiście opisana sytuacja to skrajność. Najczęstsze przypadki plagiatów, z jakimi się spotkamy, to teksty z sieci (całe lub we fragmentach), które ktoś przekleił na swojego bloga i podpisał własnym nazwiskiem/nickiem. Czy to znaczy, że takie działanie jest mniej dotkliwe? Na pewno nie dla autora, który męczył się w pocie czoła nad swoim artykułem, opowiadaniem albo wierszem, a potem zobaczył, że ktoś przywłaszczył sobie jego pracę. 

Zacznijmy od początku: co to takiego, ten cały plagiat? Najprostszą definicję proponuje portal Legalna Kultura (www.legalnakultura.pl): „plagiat polega na bezprawnym przypisaniu sobie autorstwa całości lub części cudzego utworu bądź celowym wprowadzeniu w błąd co do autorstwa utworu”. Co to oznacza w praktyce? Jeśli spodoba ci się opowiadanie znalezione w Internecie i przekleisz je na swojego bloga, to popełniasz plagiat. Będzie to plagiat niezależnie od tego, czy podasz się za autora tego tekstu, czy nic nie napiszesz na temat autorstwa (w ten sposób sugerujesz, że to twoje dzieło, skoro niepodpisane i na twojej stronie). Tak samo jeżeli przepisujesz czyjąś książkę i wrzucasz ją na bloga jako swoją lub bez podpisania autora – jesteś plagiatorem. A plagiat to nie tylko kłamstwo (plagiator kłamie na temat autorstwa utworu), ale także kradzież – czyli przestępstwo. Zgodnie z ustawą o prawie autorskim za popełnienie plagiatu można nawet trafić do więzienia! 

Termin „plagiat” nie dotyczy wyłącznie tekstu pisanego. Warto to wiedzieć, bo jeśli wykorzystujesz w szablonie na blogu grafikę z Internetu i nie zaznaczasz, że to nie ty jesteś jej autorem, to także stajesz się plagiatorem.  

Plagiatu dopuszcza się również ten, kto lekko modyfikuje cudzy tekst (to tak zwany plagiat ukryty) lub przepisuje jedynie część oryginalnego utworu (plagiat częściowy). Jeżeli twój kolega z ławki nie ma ochoty pisać wypracowania o Panu Tadeuszu i ściąga je z Internetu, a potem zmienia kolejność słów w zdaniach – popełnia plagiat. Oczywiście nikt go za to nie aresztuje z uwagi na niską szkodliwość społeczną czynu, ale to nadal jest oszustwo. 

Przyjaciółka z historii opisanej na początku tego tekstu może nawet trafić do więzienia, zwłaszcza jeżeli za zwycięstwo w konkursie dostałaby nagrodę finansową. A gdybyś opowiedział jej o swoim pomyśle, a ona na tej podstawie napisała zwycięskie opowiadanie? Nadal byłaby nie fair wobec ciebie, ale nie byłby to już plagiat. Prawo autorskie mówi wyraźnie, że przedmiotem plagiatu może być utwór, a nie jego koncepcja. Taką przyjaźń możesz (a pewnie i powinieneś) zerwać, ale tej okropnej byłej przyjaciółki nie wyślesz za to za kratki. 

Prawnik Wojciech Wawrzak ze strony PraKreacja (www.prakreacja.pl) pisze jeszcze o czterech innych przypadkach, które nie są plagiatem. Wspomina o przypadku tzw. twórczości równoległej. Jeżeli jednocześnie dwie osoby wpadają na taki sam pomysł i tworzą bardzo podobne dzieło, żadna z nich nie popełnia plagiatu. A to dlatego, że plagiat można popełnić jedynie świadomie – a przecież żadna z nich nie wie, że ktoś na drugim końcu świata tworzy bliźniaczo podobne dzieło. Takie sytuacje są rzadkie, ale się zdarzają. 

Tak jak nie można splagiatować pomysłu, nie można splagiatować też stylu. Posługiwanie się podobnymi środkami wyrazu (czyli podobna kompozycja, język, charakterystyczny humor czy, w przypadku obrazów, podobna kolorystyka) źle świadczy o kreatywności takiego twórcy, ale nie jest plagiatem. Kiedyś na forum miłośników Joanny Chmielewskiej było głośno o dwóch autorkach, które wydały książki napisane w stylu mistrzyni kryminału. Część czytelników cieszyła się, że będzie mieć nową lekturę, inni prychali, że to robienie marki na rozpoznawalnym języku Chmielewskiej – ale plagiatu nie było. Dlatego też nie można nazwać plagiatorami postmodernistów, którzy celowo stylizują fragmenty swoich utworów pod klasyków literatury. 

Kontynuacja znanego dzieła także nie jest plagiatem, choć może budzić wątpliwości moralne. Nie znaczy to, że możesz wydać własny ósmy tom Harry’ego Pottera, ponieważ świat stworzony przez Joanne Rowling jest chroniony przez prawo – ale nikt tego nie nazwie plagiatem. Czym w takim razie? To dłuższa historia i lepiej nie próbuj tego sprawdzać, wydając takie dzieło, nawet jeśli stać cię na najlepszych prawników. 

Jeżeli natomiast faktycznie spodoba ci się jakiś tekst znaleziony w sieci i postanowisz go wrzucić na swojego bloga, oznaczając autora – nie popełnisz plagiatu. Nie będzie także plagiatem wykorzystanie w szablonie na blogu zdjęcia autorstwa znanego fotografa, jeżeli podpiszesz autora np. w stopce. Ale uwaga: to, że coś nie jest plagiatem, nie oznacza, że jest dopuszczalne przez prawo! Przed wykorzystaniem cudzej twórczości zapoznaj się z systemem licencji (możesz to zrobić na przykład na stronie: www.creativecommons.pl), a najlepiej: zapytaj autora, czy możesz skorzystać z jego dzieła.  

Mam nadzieję, że mój tekst wyklarował ci, czym plagiat jest, a czym nie jest, i w jakich sytuacjach możemy o nim mówić. Warto wiedzieć takie rzeczy w dobie powszechnego dostępu do internetu. Po pierwsze, orientujesz się wtedy, czego robić nie wolno – i unikniesz nieprzyjemnych sytuacji. Po drugie, masz świadomość, przed jakimi praktykami ze strony innych użytkowników możesz i powinieneś się bronić. Życzę ci jednak, żeby cały mój wywód był dla ciebie jedynie ciekawostką teoretyczną – prawnie tępiony czy nie, plagiat to naprawdę nic przyjemnego.